Wspólny cel: stworzyć teatr...

- opublikowano: 25-11-2007

Wiktor Pietrzak jest rodowitym oławianinem. W chwili obecnej studiuje Filologię Polską na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Oławskiej punlicznosci dał się jednak poznać jako współtwórca dość odważnych jak na "oławskie warunki" działań artystycznych.

D.S. - Skąd zainteresowanie poezją, pisaniem, teatrem?

Wiktor Pietrzak - Nie będę mówił, że od urodzenia interesuję się teatrem czy poezją, bo skłamałbym. Mogę za to powiedzieć, że "na poważnie" zaczęło się w liceum. Wtedy to razem z grupką przyjaciół zacząłem organizować przedstawienia, skecze – w większości autorskie. Zacząłem także pisać. Nie mam pojęcia dlaczego?! Po prostu miałem taką potrzebę.

Z kolei na warsztatach poetyckich w "Skrzydlatych" pojawiłem się z ciekawości. Chciałem się dowiedzieć, jak ludzie piszą? Co mają w sercu? Co w głowie? A co na papierze?

D.S. - Czy obecna grupa stworzyła jakąś własną tożsamość?

W.P. - Grupa poetycka pod wodzą m.in. Piotra Jordana na pewno się rozwinęła i wytworzyła coś specyficznego. Myślę, że można nazwać to tożsamością (vide tytuł naszego tomiku). Niestety po pewnym czasie poezja przestała mi wystarczać, chciałem czegoś więcej. Znalazłem sobie podobnych i razem wyruszyliśmy w tanecznym korowodzie pod sztandarami Punkt-Grejpfrut.

D.S. - Skąd wziął się pomysł na performance? Czy łatwo było zrealizować te przedsięwzięcia?

W.P. - Jeśli chodzi o "...i krzyk" to trudno mówić o dopracowywaniu wszystkiego krok po kroku - to był żywioł, akcja niezaplanowana, ogólny szał dŁwięków i wydarzeń. Mieliśmy ogólny plan, by wiedzieć jak grać, resztę pozostawiliśmy w rękach publiczności. Performance i happeningi będą jeszcze rozwijane, ale już w ciele naszego teatru.

W "Szpitalu im. Adama Mickiewicza" wykorzystane elementy żywiołu zostały ciekawie odebrane przez publiczność. Chcę zaznaczyć, że pisząc scenariusz razem z Katarzyną Sikorą nie zakładaliśmy konkretnej recepcji - sztuka interpretacji to wolne witraże myśli, każdy będzie inny i dzięki tej wyjątkowości piękny.

D.S. - Ze względu na pewną spontaniczność łatwo jest zapanować nad taką realizacją?

W.P. - Każdy musi wypracować własną metodę pracy. Na szczęście Punkt Grejpfrut to zgrana grupa! Dzięki temu zapanowanie nad całym przedsięwzięciem nie było wielkim problemem. Wszyscy, którzy się podjęli współpracy, chcieli jej! Wspólny cel: stworzyć teatr, połączył nas. "Szpital im. Adama Mickiewicza" to wyjątkowy spektakl. Wyjątkowość ta polega przede wszystkim na ogromnej ilości pracy włożonej przez nasz zespół: Agnieszkę Bejdę, Paulinę Sztejnwald, Magdę Sikorę, Michała Pailcę, Katarzynę Sikorę i mnie.

D.S. - Czy nie było chwil zwątpienia i rezygnacji?

W.P. - Do takiej sytuacji nie chciałem dopuścić. Owszem zmęczenie często nam towarzyszyło, zwłaszcza, że próby organizowaliśmy w OK tuż po pracy czy szkole, lecz nie rezygnacja – chcieliśmy teatru! więc po co wątpić? Wszyscy chętnie pracowaliśmy: rozciągając mięśnie, gimnastykując buzię i język. Owszem, pojawiały się nerwy, np. gdy ktoś wykonywał w ciągu godziny po dziesięć razy te same sceny, ale obeszło się bez rękoczynów.

D.S. - Czy na tego typu działania na pewno jest odbiorca w Oławie? Nie baliście się braku zrozumienia?

W.P. - Myślę, że działalność Punktu Grejpfrut Oławie nie zaszkodzi, tylko wyjdzie z pożytkiem. Poza tym należy mieć na uwadze, że potrzeba jest wyrazem miejsca. Skoro przyszli ludzie, żeby zobaczyć "Szpital...", to znaczy, że mieli taką potrzebę. Przy podejmowaniu jakichkolwiek działań zawsze jest ryzyko niezrozumienia, ale ono często towarzyszy ludziom. Komunikacja była i jest pełna szumów, nieporozumień. Dzięki temu czasami bywa ciekawie.

D.S. - Skąd nazwa "Punkt Grejpfrut" ?

W.P. - "Grejprfut" jest nawiązaniem do filozofii Yoko Ono. Jednak z czasem sami staraliśmy się tej nazwie nadać nowe znaczenie. Dlatego, kiedy wystawialiśmy "Szpital...", występowaliśmy już jako "Punkt Grejpfrut", bo dążymy do skupienia uwagi odbiorcy. Chcemy wziąć go za rękę i wprowadzić w nowy magiczny świat dŁwięków i słów, małych szaleństw i wielkich szaleńców.

D.S. - Na ile udaje się wciągnąć widza w tę grę na scenie? Czy występuje interakcja i czy ona jest ważna?

W.P. - Trudno o jednoznaczną ocenę. Warto mieć na uwadze, że dopiero zaczynamy nasze obcowanie z teatrem. Oczywiście dajemy z siebie wszystko, żeby wciągnąć odbiorcę w ten "nowy wspaniały świat". Stawiamy na elementy zaskoczenia, walczymy z przyzwyczajeniami. Interakcja jest dla nas ważna. Jak najbardziej. Dzięki niej wiemy, że to, co robimy, potrafi poruszyć, wzburzyć a także oderwać. Staramy się, żeby nikt nie zasnął na naszych przedstawieniach. :)

D.S. - W jakim kierunku pójdziecie? Happeningów i performance czy teatru z tekstem autorskim?

W.P. - Myślę, że pójdziemy we własnym kierunku. Konsekwentnie będziemy podążać w stronę teatru połączonego z performancem i happeningiem. Niedawno, razem z Agnieszką Bejdą, rozpocząłem pracę nad kolejnym scenariuszem, to będzie już coś zupełnie nowego.

D.S. - Działacie tylko w Oławie, czy próbujecie z tym przedstawieniem wyjść dalej np. do Wrocławia. Czy jest to tylko jednorazowy objaw waszej twórczości?

W.P. - Pojawiły się propozycje, żeby zagrać "Szpital..." we Wrocławiu czy w Krakowie, jednak na razie chcemy popracować nad Oławską publicznością. Jeśli wykształcimy wspólne kanały komunikacyjne z oławskim odbiorcą, to znajdziemy z każdym. Nie sądzę, żeby był to jednorazowy objaw, przejaw itp. w moim życiu jest sporo miejsca, w którym dzieje się teatr. W końcu własnego teatru nie tworzy się i nie rzuca ot tak. Sądzę, że pozostali z Punktu Grejprfut podzielają moje zdanie, widać to po zaangażowaniu w pracę nad warsztatem artystycznym.

D.S. - Czy w przyszłości chciałby Pan robić to zawodowo, czy na razie na zasadzie, póki nie mam obowiązku w postaci rodziny, dzieci, to się będę w to bawił a potem pójdę do innej pracy zarabiać pieniądze, czy jest to już element przyszłego życia?

W.P. - Sądzę, że jestem w połowie swojej drogi. Niedługo pewnie tę drogę zajdzie mi wilczyca i powie, że "do teatru to tylko przez kręgi piekielne". Nie ma sprawy, przejdę się, mimo że nie po drodze.

D.S. - A nie ma takiej obawy, że idąc miastem usłyszysz "o to ten wariat"?

W.P. - Czasami zdarza się to na uczelni czy w kolejce, kiedy stoję z siatą ziemniaków. Miło, że niektórzy ludzie mnie kojarzą z działalności w Punkcie Grejpfrut lub jakiś osobliwych odpałów.

D.S. - Czy można do was dołączyć, czy jesteście otwarci na pomysły z zewnątrz?

W.P. - Nie wymagamy CV, a jedynie motywacji, pomysłów, chęci do współpracy. Jesteśmy zgraną grupą, ale nie hermetyczną.

D.S. - Jak się skontaktować z grupą?

W.P. - Osoby, które chciałby się skontaktować z Punktem Grejpfrut, mogą pisać na adres: punkt.grejpfrut@gmail.com na pewno odpiszemy :)

D.S. - Jakieś plany artystyczne?

W.P. - Owszem, ale to na razie tajemnica...

foto: Wiktor Pietrzak, Kinga Ekert, Katarzyna Sikora,

dodaj
komentarz
komentarz z NICKiem
zarejestruj
swój NICK


Polub OSI





Waszym zdaniem (komentarzy: 3. )
28-02-2008 ~ Beata ( gość OSI) zgłoś naruszenie
Z całego serca gratuluję znakomitego pomysłu jakim
jest założenie teatru w Oławie! Wstyd, żeby w tak
dużym mieście nie było gdzie ciekawie spędzię czasu!
Najwyższa pora zejść z huśtawek! yczę trupie Punkt
Grejpfrut sukcesu na miarę Teatru Witkacego w
Zakopanem! Trzymam kciuki,śmiało!
11-02-2008 ~ aga ( gość OSI) zgłoś naruszenie
a jak Ty wyglądasz? super koleś , a Ty chyba nie... nigdy nie oceniałam ludzi po wyglądzie- i całe szczescie.
12-12-2007 ~ zwykły koleś ( gość OSI) zgłoś naruszenie
ludzie... zobaczcie tlyko jak ten PAN wygląda ! jestem za teatrem ale... ehhh
pozdrawiam!

OSI - OLAWA.INFO - Wspólny cel: stworzyć teatr...

najnowsze tematy:




komentowane




Oławski Serwis Informacyjny - pierwszy oławski portal: Oława, Jelcz Laskowice, Domaniów | OSI odtłuszczone ;) OSI i "ciasteczka"
UAD.PL | OSI - OLAWA.INFO 2004 - 2019 | reklama | redakcja | mapa serwisu | polityka prywatności | regulamin